Były zawodnik Jagiellonii Sotirović: Jagiellonia ma przewagę, ale TSC też ma szansę

Vuk Sotirović w Jadze

Vuk Sotirović, były zawodnik Jagiellonii, ostrzega TSC przed „piekielną” atmosferą w Białymstoku

Polska piłka nożna, z której wywodzi się Jagiellonia – rywal TSC w barażu o 1/8 finału Ligi Konferencji – od zawsze miała w swoich szeregach serbskich zawodników. Jednym z nich był Vuk Sotirović, który dwukrotnie reprezentował barwy klubu z Białegostoku. Były napastnik występował w żółto-czerwonych barwach w sezonach 2007/08 oraz 2011, zdobywając osiem bramek w 31 spotkaniach.

– Podczas pierwszego spotkania wymieniałem wiadomości z prezesem Jagiellonii, który pełnił tę funkcję, gdy byłem zawodnikiem klubu. Zgodziliśmy się, że polski zespół słabo zagrał pierwszą połowę. Przed meczem mówiłem mu, że TSC nie będzie łatwym rywalem, mimo że zimą kilku kluczowych zawodników opuściło Bačkę Topolę. W serbskich realiach takie odejścia to poważny problem. Odpowiedział mi, że Jagiellonia również straciła ośmiu piłkarzy z mistrzowskiego składu – czterech odeszło, a kolejnych czterech nie mogło zagrać z powodu kontuzji i kartek – mówi Sotirović.

Czy TSC ma szansę na niespodziankę?

– Znając poziom Ekstraklasy, intensywność gry i fizyczną siłę zawodników, nadal daję większe szanse mojemu byłemu klubowi. Jagiellonia jest w lepszej formie w lidze, podczas gdy TSC traci punkty. Gospodarze są zdecydowanym faworytem. Jednak, choć grałem w Jagiellonii, zawsze kibicuję naszym drużynom w europejskich pucharach. Mam nadzieję, że zespół Damjanovicia zaskoczy wielu sceptyków. Jeśli uda się wywalczyć remis lub wygrać jedną bramką, będzie to świetne pożegnanie z Europą. TSC pokazało się już z dobrej strony w Lidze Konferencji. A jeśli prowadzenie 2:0 stanie się faktem, wszystko będzie możliwe.

Jak Pan wspomina Białystok?

– Sama podróż do Białegostoku to atut Jagiellonii – najbliższe lotnisko jest w Warszawie, a stamtąd trzeba pokonać jeszcze 200 kilometrów. Kiedy w 2007 roku po raz pierwszy trafiłem do klubu, w mieście nie było nawet centrum handlowego. Później Białystok bardzo się rozwinął. Gdy kilka lat temu tam wróciłem, ledwo go poznałem. Powstały nowe osiedla, a na miejscu starego stadionu zbudowano nowy obiekt. W czasie mojego drugiego pobytu poprawiono infrastrukturę – drogi i zabudowę miejską.

A jak zmienił się klub?

– Ówczesny prezes, Aleksander Puchalski, przychodził na mecze z twarzą pomalowaną w żółto-czerwone barwy. Był bardziej kibicem niż działaczem. Po nim stery przejął Cezary Kulesza, obecny prezes PZPN, i to za jego kadencji Jagiellonia zaczęła walczyć o trofea i europejskie puchary. W Białymstoku nie ma innego klubu na takim poziomie, więc mieszkańcy w pełni identyfikują się z Jagiellonią. Ważną rolę odgrywają też wiceprezesi, którzy przeznaczają prywatne środki na stabilne funkcjonowanie klubu.

Jakimi kibicami są fani Jagiellonii?

– Tak jak w całej Polsce, także Jagiellonia ma swoje ultrasowskie grupy. Często wywieszali transparenty z hasłem „Kosowo jest serbskie”. Szanują nas, choć nie powiedziałbym, że nas kochają. Zawsze jednak stali za nami. To świetni kibice. Gdy grałem, najzagorzalsi fani mieli swoją trybunę boczną, teraz zajmują miejsce za bramką. Stadion jest prawie zawsze pełny. Jednak atmosfera różni się od tej, jaką znamy z Serbii – mają kilka pieśni, które są powtarzane. W Polsce wiele grup kibicowskich dostosowuje jedną melodię do swoich barw, zmieniając jedynie słowa. U nas, np. kibice Crvenej zvezdy, mają po dziesięć różnych pieśni.

Jak dużym klubem jest Jagiellonia w Polsce?

– W porównaniu do mojej pierwszej przygody z polską ligą, dziś w Ekstraklasie nie ma 80% tamtych klubów. Lech był bliski bankructwa, ale uratowała go fuzja. Jagiellonia, Lechia, Śląsk i Piast grali w niższych ligach. Reforma polskiej piłki rozpoczęła się w 2006 roku, kiedy aresztowano trenerów, piłkarzy i działaczy, a kluby karano degradacją za korupcję. Od tego momentu futbol w Polsce ruszył w górę. Kiedy tam grałem, nigdy nie martwiłem się o sędziego – jeśli ktoś popełniał błędy, wiedzieliśmy, że były to pomyłki, a nie celowe działania. Większość klubów jest własnością miast, a do tego otrzymują duże pieniądze z praw telewizyjnych. Polska liczy 40 milionów mieszkańców, a w większości miast jest tylko jeden lub dwa kluby. Kładzie się ogromny nacisk na stabilność finansową – bez niej nie można dostać licencji na grę w lidze.

Czy Jagiellonia może obronić mistrzostwo?

– Po dwóch porażkach lidera Jagiellonia zrównała się punktami z Lechem. Drużyna z Poznania powinna być faworytem, biorąc pod uwagę jakość składu. Jagiellonię prowadzi młody trener, który wcześniej pracował w akademii klubu i osiągnął historyczny sukces, zdobywając tytuł. Do Rakowa wrócił Marek Papszun, z którym ten klub sięgnął po mistrzostwo, i widzę ich jako cichego faworyta – nie mają takiej presji wygrywania jak Lech czy Legia. Raków to mniejszy klub, z mniejszą liczbą kibiców. W Lechu każda porażka jest traktowana jak katastrofa, tak jak w Crvenej Zvezdzie – zakończył Vuk Sotirović.

Komentarze

Zaloguj się, aby móc dodawać komentarze
Nikt jeszcze tego nie skomentował. Bądź pierwszy!
Reklama 18+