Sensacja na San Siro! Dlaczego faworyt z Mediolanu rozpadł się pod norweską dyscypliną?
Rewanż 1/16 finału Ligi Mistrzów miał być pokazem siły wicemistrza Włoch. Zamiast tego zobaczyliśmy brutalną lekcję organizacji gry. Bodo/Glimt udowodniło, że struktura, konsekwencja i mentalność mogą „przegryźć” czystą jakość – jeśli ta wychodzi na boisko bez ognia
47 dośrodkowań jako akt kapitulacji
Po porażce 1:3 w pierwszym meczu Inter musiał na San Siro rzucić się do odrabiania strat. W pierwszej połowie były jeszcze oznaki życia:
- Davide Frattesi dynamicznie wbiegał w wolne strefy,
- Yann Bisseck ustawiał się bardzo szeroko, próbując rozciągnąć blok rywali.
Ale Norwegowie nie dali się wyciągnąć z pozycji. Po przerwie zamknęli Frattesiego – „odcięli mu tlen”. W efekcie mediolańczycy porzucili próbę budowania ataku przez środek i zaczęli bombardować pole karne.
Bilans? 47 dośrodkowań w jednym meczu. To nie plan – to rozpacz.
Z tego chaosu próbowali się wyłamać tylko dwaj piłkarze.
Federico Dimarco:
- 23 dośrodkowania (10 celnych),
- 9 podań pod strzał.
Nicolo Barella:
- 30 sprintów,
- 321 metrów z piłką przy nodze,
- 3 odbiory, 9 powrotów defensywnych,
- 4 wykreowane sytuacje.
Problem? Barella został tak obciążony pracą w destrukcji, że zabrakło mu świeżości tam, gdzie Inter najbardziej jej potrzebował – w kreacji.

Thuram nie udźwignął roli lidera
Przy absencji Lautaro Martíneza odpowiedzialność w ataku miała spaść na Marcusa Thurama. To on miał być twarzą pogoni. Został cieniem.
Najbardziej zapamiętamy sytuację z pierwszej połowy – Piotr Zieliński idealnie wyłożył mu piłkę, a Francuz przestrzelił w stuprocentowej sytuacji.
Młody Francesco Pio Esposito? Paradoksalnie to on wyglądał żywiej: dobrze się ustawiał, był aktywny, szukał przestrzeni. Tyle że defensywa Bodø grała z nim „na kontakcie”, bez centymetra luzu.
I tu dochodzimy do sedna.
Norweska organizacja. Każdy wiedział, co ma robić
Bodø/Glimt pokazało futbol zdyscyplinowany do bólu.

- W pierwszej fazie grali 4-3-3.
- Gdy wynik stał się komfortowy – błyskawiczne przejście do zwartego 4-4-2 w niskim bloku.
- Wycięcie Interu z centrum.
- Wypchnięcie gry na skrzydła.
- Zmuszenie do bezmyślnego wrzucania.

Odin Lurås Bjørtuft: 6 wybitych piłek, 3 bloki.
Patrick Berg: 8 wybitych piłek jak na pomocnika – żył we własnym polu karnym.
A za nimi – mur.
Nikita Haikin – 4 kluczowe interwencje w momentach, gdy Inter jeszcze próbował łapać rytm. Spokój, pewność, autorytet.
Powrót Hauge. Symboliczny cios
Historią meczu był powrót Jensa Pettera Hauge na San Siro. Były zawodnik Milanu (24 mecze, 5 goli, zaledwie 888 minut) nigdy nie dostał tam prawdziwej szansy.
Teraz wrócił jako kat.
To on wykorzystał fatalny błąd w rozegraniu i podwyższył na 2:4 w dwumeczu, mentalnie gasząc Inter. Potem dorzucił asystę przy 2:5.
Bilans Norwega:
- gol,
- asysta,
- 3 z 5 wygranych pojedynków.
Po tej bramce z Interu zeszło powietrze. Nie było już wiary w comeback.
16 rzutów rożnych. Jeden gol
Szczególnie kompromitujące były stałe fragmenty. 16 rzutów rożnych – jeden efekt bramkowy. Przy takim potencjale kadrowym to wynik zdecydowanie poniżej poziomu Ligi Mistrzów.
Brakowało nie tylko strzałów Lautaro. Brakowało jego energii, kapitańskiego impulsu, zdolności poderwania zespołu, gdy wszystko zaczyna się sypać.
Inter przegrał zasłużenie
Nie ma tu przypadku.
Inter przegrał:
- przez pasywność,
- przez brak intensywności,
- przez schematyczność,
- przez mentalne pęknięcie po błędzie przy 2:4.
Możliwe, że drużyna jest przemęczona walką na dwóch frontach i w praktyce postawiła wszystko na Scudetto. Ale w takim meczu nie można wyglądać jak zespół bez przekonania.
Bodo/Glimt – futbolowa bajka
To nie był cud. To był plan.
Dyscyplina.
Struktura.
Charakter.
Bez maksymalnej koncentracji i bezwarunkowej pracy dla zespołu taki scenariusz nie miałby prawa się wydarzyć.
Norwegowie pokazali coś fundamentalnego:
status nie wygrywa meczów. Wygrywa organizacja i mentalność.
Mediolan zobaczył lekcję pokory.
A Bodø/Glimt – napisało kolejną piękną kartę swojej europejskiej historii.

Komentarze 5
super Bodo! Będe im teraz kibicował
a jeszcze parę lat temu Legia byla lepsza
i gdzie teraz ta Legia? XD
Legia jak Feniks wróci!!!
Co ciekawie, Bodo gra prawie samymi norwegami, to jak kiedyś BATE grali samymi białorusinami. Ale praca zespołowa
Może cię zainteresować
Chiny: były piłkarz Evertonu Li Tie skazany na 20 lat więzienia. Dożywocie dla szefa federacji, minusowe punkty dla gigantów Superligi
La Gazzetta dello Sport: Milan przeszedł prawdziwą rewolucję względem poprzedniego fatalnego sezonu
Polska rządzi w Europie! Historyczny tydzień polskich klubów w pucharach
Wszyscy śmiali się z Legii, a Jaga i Lech jeszcze gorzej! Katastrofalny początek pucharowiczów
Legia w tarapatach finansowych. Mioduski pod presją, kibice ogłosili bojkot